Klub Podróży JAREMA na Fejsie

Rzecz cała o Jaremie

Jarema działa już od 25 lat. Jesteśmy klubem miłośników podróży, grupą osób ciekawych świata i ludzi, wielu jego różnych oblicz. Klub Podróży Jarema jest kontynuatorem tradycji i działalności Klubu Turystycznego Jarema, który został powołany w 1989 roku z inicjatywy kilkunastu zapaleńców, którzy na warszawskich uczelniach organizowali i propagowali wspólne wyjazdy, obozy, rajdy, w kraju i za granicę.

To teraz trochę historii...

Zaczynaliśmy jako Klub Turystyczny JAREMA - Koło nr 34 Oddziału Międzyuczelnianego PTTK w Warszawie, działający przy Stowarzyszeniu Katolickiej Młodzieży Akademickiej (SKMA). Od samego początku korzystamy z gościnności Duszpasterstwa Akademickiego Kościoła Św. Anny przy Krakowskim Przedmieściu 68 w Warszawie, gdzie znajduje się nasza siedziba oraz miejsce spotkań klubowych (wieża, 3 piętro). Naszą domeną stały się górskie wyprawy, rajdy i obozy (również narciarskie, żeglarskie i spływy kajakowe), ale nie tylko...

Po ponad 10 latach aktywnej organizacji imprez turystycznych, wypraw i wyjazdów grupowych, zmieniliśmy charakter naszych wojaży, przechodząc na bardziej kameralne lub indywidualne formy podróżowania. Za to staliśmy się jeszcze bardziej mobilni i wszędobylscy. W roku 2000 zmieniliśmy nazwę na Klub Podróży JAREMA. Organizujemy pokazy slajdów i wystawy fotografii z podróży. Nasze spotkania odbywają się w soboty w sali klubowej w wieży przy kościele Św. Anny w Warszawie. Jesteśmy pomysłodawcami i współorganizatorami pokazów slajdów podróżniczych w kinie Wisła (wcześniej w nieistniejącym już kinie Cinema 1) z cyklu "Slajdy Podróżnicze na Wielkim Ekranie Kinowym".

Adres Klubu: ul. Krakowskie Przedmieście 68, Wieża przy kościele św. Anny (3 piętro) w Warszawie

Więcej o nas na stronie Klubu oraz na naszym facebooku



alt

 


Zanim ruszyliśmy na szlak, czyli jak powstawał Klub Jarema

Lato 1989 to pierwsze wyjazdy i pierwsze miesiące w wolnej Polsce, wkrótce po symbolicznym końcu PRL-u. Wybory 4 czerwca nie tylko odmieniły nasz kraj - odmieniły również świadomość ludzi (zwłaszcza młodych), że teraz wszystko (no, prawie) zależy już tylko od nas. Nie da się tak naprawdę opisać tego, co wtedy czuliśmy, o czym rozmawialiśmy i marzyliśmy, co planowaliśmy. Grunt, że wiele z naszych marzeń i planów się spełniło. Ale skąd wtedy mogliśmy wiedzieć, że tak właśnie będzie. Póki co byliśmy pełni dobrych myśli i szczęśliwi, że zaczął się nowy etap, otwierały się nowe możliwości. Przestawaliśmy bać się spraw i rzeczy irracjonalnych z dzisiejszego punktu widzenia. Rok, czy dwa wcześniej nie były one jednak takie śmieszne - przynajmniej nie dla nas. Większość z nas zaczynała szkoły średnie na początku lat 80-tych, w stanie wojennym. W drugiej połowie dekady próbowaliśmy jakoś dostać się na studia (choć brakowało niekiedy punkcików za preferowane, odpowiednie pochodzenie i ocen celujących na maturalnych świadectwach ;-). A jednak, życie studenckie pociągało nas nieodparcie i nie wyobrażaliśmy sobie, że mogłoby być inaczej. A że perspektywy ogólnie nie były za ciekawe i wesołe, to co było robić - knuliśmy dla lepszego jutra. Nie, nie tylko dla idei, potomnych i szczęścia społecznego - przede wszystkim dla siebie. Z tego knucia i niezgody na ponurą rzeczywistość PRL-u, zaczęliśmy łączyć się w niewielkie grupki, organizować, wyjeżdżać na festiwale rockowe, pielgrzymki akademickie, w końcu w dalekie i jeszcze wtedy słabo dostępne Bieszczady. Zaczęliśmy działać, bo dla chcących (a wbrew pozorom, wcale nie było ich wtedy tak wielu), nie był to żaden problem. Harcerstwo (w tym czasie to nie było już czerwone harcerstwo), ruchy młodzieżowe (Wolność i Pokój) i studenckie (NZS), w końcu założone z naszym udziałem w grudniu 1988 roku Stowarzyszenie Katolickiej Młodzieży Akademickiej (SKMA).

Oazę normalności znaleźliśmy u boku niezwykłego duszpasterza - księdza Zygmunta Malackiego "Wujasa", mającego wspaniały kontakt z młodzieżą, która chciała coś robić (na początku w osiedlowej parafii na warszawskim Bródnie) i potrafiący ją niesamowicie mobilizować do działania. Traf chciał, że Wujas został wkrótce mianowany Rektorem Duszpasterstwa Akademickiego Św. Anny w Warszawie i tak już na kolejne lata, nasze losy związały się z tym miejscem i środowiskiem. To właśnie Wujas stale nakręcał nas do działania społecznego i formacyjnego. Ponieważ był on wielkim pasjonatem gór (Tatry złaził kilkanaście razy od dołu do góry i od góry do dołu), zachęcał nas również do górskich wyjazdów i ogólnie, szerokiej działalności turystycznej. I tak też zrodziła się idea, na początku Sekcji Turystycznej, a potem już Klubu Turystycznego SKMA, z siedzibą przy Duszpasterstwie Św. Anny. A siedziba była to nie byle jaka. Dostaliśmy w użytkowanie pomieszczenia nowo urządzonego klubu SKMA, w podziemiach kościoła (z osobnym wejściem od dziedzińca przy Wieży) - to tam później, przez 20 lat była słynna pizzeria "Pod Wieżą". Przez pierwsze cztery lata była to nasza baza - miejsce praktycznie codziennych spotkań, zajęć kursowych, slajdowisk, śpiewanek i tanecznych zabaw. Tu w końcu pojawia się jakże istotny szczegół, którego dotychczas w tej historii brakowało - a mianowicie "Jarema". Ale o tym w relacji "Rajd po Ziemi Świętokrzyskiej (1989)".

Czasy były jeszcze takie, że bez odpowiednich legitymacji, pieczątek, składek członkowskich, etc, trudno było cokolwiek robić, a baz i noclegów na rajdach i obozach szukać przede wszystkim w zaprzyjaźnionych harcówkach, gościnnych klasztorach i seminaryjnych bursach :-) Tyle, że w górach jakoś ich niewiele. Jedyną możliwością wtedy było jeszcze PTTK - właściciel i dysponent prawie wszystkich schronisk górskich w Polsce, nadający także uprawnienia do organizowania lub prowadzenia oficjalnych imprez turystycznych. Również je dofinansowujący, co dla studentów nie było rzeczą bez znaczenia. Tak więc konieczność zarejestrowania Klubu w PTTK nie podlegała wówczas dyskusji, szczególnie, że Oddział Międzyuczelniany tej organizacji był wyjątkowo mało jak na jej pochodzenie zideologizowany i napiętnowany PRL-em. W OM PTTK działało już wiele zaprzyjaźnionych z nami akademickich klubów turystycznych ze wszystkich uczelni Warszawy. Było to więc dobre miejsce i dla nas. Tak więc, po pierwszej, zorganizowanej przez nas imprezie turystycznej (wymóg rejestracyjny), na początku maja złożyliśmy dokumenty rejestracyjne wraz z listą członków założycieli (18 osób), spisaną na zebraniu założycielskim w marcu 1989. Wtedy również wybraliśmy tymczasowy Zarząd, pierwszego Prezesa Klubu (Michał Gierdal) i wszystkie, wymagane "komórki statutowe". Zaproszenie dostaliśmy na 10 maja i to ten dzień okazał się być oficjalną datą zarejestrowania Klubu w PTTK. Na zebranie Zarządu OM PTTK, jako delegacja Klubu, wybraliśmy się we trzech, z Michałem i "Nuszką" (Robertem Nuszkiewiczem). Ale co to było za zabranie? Panowie z Zarządu postanowili sprawdzić, czy aby na pewno pasujemy do braci turystycznej, czy raczej bardziej do pielgrzymkowej - jak nas podejrzewali. Doświadczeni organizatorzy, przewodnicy i starzy turyści zadawali nam - młokosom - zabójcze pytania, które miały nas zdeprymować, albo zniechęcić do zakładania koła PTTK. Bo jak to tak? Klub Turystyczny międzyuczelniany, nie związany z żadną konkretną uczelnią, ani wydziałem. Do tego powiązany ze studencką organizacją katolicką? W PTTK? To się nie może udać. A jednak się udało! Nowe czasy panowie turyści nastały i myśmy byli ich forpocztą i widomym znakiem. Wyobrażacie sobie ich niepokój i zdziwienie. Oni się zwyczajnie nas przestraszyli. Albo po prostu przestraszyli się nowych czasów. A pytania? Na przykład: "Czy modlimy się na wyjazdach?"; "Czy odprawiamy msze święte - albo inne msze?", "Czy śpiewamy jakieś piosenki turystyczne, czy tylko religijne?", "Czy kradniemy kubki i menażki ze wspólnych stojaków w górskich bazach namiotowych? (bo jednemu z nich, ktoś kiedyś z jakiejś Oazy ukradł kubek)". O, to ostatnie pytanie przyprawiło mnie o wyjątkowe drgawki, bo jako prowadzący niegdyś bieszczadzką bazę namiotową w Rabem pod Chryszczatą, szczególnie dbałem o kompletność kubków i menażek na bazie ;)) Ale byliśmy twardzi - nie daliśmy się im sprowokować - lata praktyki w knuciu się przydały. Godnie odpowiedzieliśmy na wszystkie ich głupie pytania i wątpliwości, co i tak nie uchroniło ich przed nadchodzącym wielkimi krokami końcem ich organizacyjnej świetności :-) Zarejestrowano nas jako Koło nr 34 przy SKMA - OM PTTK w Warszawie, pod adresem Krakowskie Przedmieście 68, zlecono produkcje stempli i pieczątek, wydano legitymacje i znaczki PTTK. I o to przecież nam chodziło.

To już mieliśmy załatwione - trzeba było działać i organizować się dalej. Energia w nas aż kipiała :-) Wiedzieliśmy, że jak inne kluby na uczelniach, będziemy się nazywać Klub Turystyczny - tylko przydałaby się jakaś fajna nazwa. I tu, po raz kolejny, ale za to jak w znamienny sposób, dał o sobie znać "Duch Kniazia Jaremy" z klasztoru na Św. Krzyżu. Oto, na jednym z majowych spotkań klubowych, ogłosiliśmy konkurs na nazwę naszego Klubu. Było kilka propozycji, ale zapewniam, że żadna nie mogła równać się z tą, którą zostaliśmy natchnieni pamiętnej nocy w świętokrzyskim klasztorze. W końcu od tamtego czasu Duch Jaremy był już przecież z nami stale. Dodam tylko, że autorem pomysłu (zaakceptowanego przez aklamację) był Robert Nuszkiewicz "Nuszka". Odtąd nasza oficjalna nazwa brzmiała: Klub Turystyczny "Jarema" przy SKMA, Koło nr 34 OM PTTK W Warszawie. Poza nazwą, niezwykle ważne (a wręcz niezbędne) jest odpowiednie logo. To również ogłosiliśmy konkurs na projekt graficzny i czekaliśmy na ciekawe prace. Do finału konkursu zakwalifikowały się trzy prace, z których jedna okazała się bezkonkurencyjna. Był to projekt Maćka Bartosiaka zatytułowany "Gotycki Jarema", który naszym zdaniem w sposób prosty i czytelny oddawał nastrój świętokrzyskiej nocy z Duchem Jaremy. I tak to już zostało. Potem można już było zacząć myśleć o innych, klubowych atrybutach: naszywkach, plakietkach, koszulkach, itp.

Tak właśnie zaczynała się ta niesamowita historia, która przez kolejnych 25 lat, ciekawych, niekiedy burzliwych dziejów - niezwykłych, często dramatycznych przygód, spotkań, zdarzeń, niespodziewanych zmian kierunków tras i szlaków - ma swoją kontynuację do dzisiaj, będąc dla nas ciągłym źródłem fascynacji, samorealizacji i spełniania swoich marzeń.

----

Nadeszły w końcu upragnione, pierwsze wakacje Jaremy. Niektórzy z nas po raz pierwszy, inni po raz kolejny, dostali się właśnie na studia. Po raz pierwszy - teraz już oficjalnie jako Klub PTTK - mogliśmy wyjeżdżać na rajdy i obozy w Polskę - w góry i na Mazury :-) Mogliśmy bez żadnych problemów nocować w górskich schroniskach, wypożyczać łódki na Żaglach, a nawet dostać zwrot kosztów podróży (dla wielu była to konieczność i warunek niezbędny wyjazdu). Resztę jakoś się zbierało - górskie buty "pionierki", flanelowe koszule, spodnie moro z wojskowego demobilu, plecaki ze stelażem, metalowe, harcerskie menażki i bidony, konserwy mięsne. Tak wyposażonym, można już było jechać w góry. Imprezą nr 2 Jaremy był wędrowny obóz "Po górach Kotliny Kłodzkiej", z trasą prowadzącą przez Góry Stołowe, Bystrzyckie i Masyw Śnieżnika. 10-cio dniowy wyjazd odbył się w lipcu (20-29.07.1989), a jego uczestnikami byli: Ania Rybczyńska (Anuszka), Beata Brózda, Magda Tobota, Robert Nuszkiewicz (Nuszka), Robert Maciejewski (Maciejka), Marcin Łaszczyński (Marcinek) i niżej podpisany jako organizator. No cóż - z tamtej ekipy pozostały właściwie tylko zdjęcia :-)

Pepe

 

sitemap-8sitemap-1sitemap-3sitemap-10sitemap-10sitemap-7sitemap-2sitemap-5homesitemap-7sitemap-2sitemap-2sitemap-2sitemap-5sitemap-10homesitemap-8sitemap-10rsssitemap-8sitemap-5sitemap-1sitemap-5sitemap-6homesitemap-3sitemap-9sitemap-3sitemap-5sitemap-9sitemap-8homesitemap-3sitemap-6homesitemap-6sitemap-1sitemap-8sitemap-10sitemap-8sitemap-1homesitemap-7sitemap-1sitemap-9sitemap-9sitemap-2sitemap-10sitemap-2sitemap-4sitemap-8